Górnicza solidarność z bezprawnie zwolnionym

Protest w obronie Grzegorza Zmudy (na zdjęciu), bezprawnie zwolnionego z pracy przewodniczącego "Solidarności" w produkującym układy kierownicze przedsiębiorstwie Nexteer Automotive Poland, odbył się przed tyską siedzibą firmy. Przybyło kilkaset osób, w tym wielu członków górniczej "S". Dwa lata temu, po zorganizowanym strajku, Zmudę zwolniono, jednak sądy przywróciły go do pracy i nakazały wypłatę odszkodowania. W lutym br. otrzymał kolejne wypowiedzenie.

Historia problemów przewodniczącego Zmudy z pracodawcą sięga 2011 roku. Strona społeczna domagała się wtedy od kierownictwa firmy m.in. wykreślenia niekorzystnych dla pracowników zapisów z zakładowego regulaminu pracy, zgodnie z którymi pracodawca mógł zmieniać harmonogram czasu pracy pięciokrotnie w ciągu okresu rozliczeniowego, porzucenia praktyki wprowadzania zmian do systemów premiowania bez konsultacji ze stroną społeczną oraz gwarancji dodatkowych odpraw w przypadku ewentualnych zwolnień. Brak porozumienia zaowocował sporem zbiorowym i referendum strajkowym, w którym udział wzięło 75 procent załogi, zdecydowanie popierając organizację protestu na rzecz realizacji przedstawionych postulatów (blisko trzy czwarte głosów "za"). Dwugodzinny, legalny strajk ostrzegawczy odbył się 26 maja. Dzień po zakończeniu akcji miało dojść do mediacji, ale zostały one odwołane, zaś kilka dni później Grzegorz Zmuda otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę. Przyczyną wypowiedzenia było łamanie norm i zasad współżycia społecznego, m.in. poprzez używanie gwizdków i trąbek w trakcie trwania akcji strajkowej, co miało uniemożliwiać pracę tym, którzy do protestu nie przystąpili. Sprawa trafiła do sądu.

Po ponad roku, 25 czerwca 2012 roku Sąd Rejonowy w Tychach przywrócił Grzegorza Zmudę do pracy, zasądzając dodatkowo 72 tysiące zł odszkodowania dla zwolnionego. W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że Zmuda jest przewodniczącym związku zawodowego, a więc pracownikiem chronionym. Do rozwiązania umowy o pracę z takim pracownikiem potrzebna jest zgoda jego organizacji związkowej. 7 lutego 2013 roku orzeczenie sądu szczebla rejonowego podtrzymał Sąd Okręgowy w Katowicach.

Jednak sukces okazał się tylko pozorny. Zmuda, zgodnie z wyrokiem, wrócił do pracy 11 lutego 2013 roku i tego samego dnia... otrzymał nowe wypowiedzenie. Poprzedni proces trwał kilkanaście miesięcy, w trakcie którego rodzina zwolnionego była pozbawiona środków do życia. Teraz przewodniczącego zakładowej "S" może czekać podobny los. Niezależnie od tego, zwolnienie pracownika tuż po jego przywróceniu do pracy przez sąd stało się dla środowiska związkowego przykładem lekceważenia obowiązującego prawa przez pracodawcę, stąd znacząca liczba uczestników pikiety przed fabryką Nexteer Automotive Poland.

 

Państwo bezprawia?

Obecnego na pikiecie Grzegorza Zmudę wsparli górnicy, hutnicy i pracownicy przemysłu motoryzacyjnego z całego kraju. Pojawili się też "goście specjalni": prezes Nexteer Automotive Poland Rafał Wyszomirski i dyrektor do spraw personalnych firmy pani Ewa Przybylińska-Pietrzyk, choć tylko w postaci kukieł, które "obserwowały" pikietę, a potem spłonęły na taczkach przed bramą firmy.

Zdaniem Ryszarda Nadolskiego, przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" KWK "Sośnica-Makoszowy", która przysłała kilkudziesięcioosobową delegację manifestantów, w górnictwie nie ma bezpośredniego zagrożenia podobnymi praktykami. Pojawiają się jednak obawy. - Skoro właściciel prywatnej firmy może bezkarnie ignorować wyroki sądów, dlaczego państwo w kontrolowanych przez siebie spółkach węglowych miałoby wkrótce nie zacząć stosować takich samych metod? - retorycznie pytał lider zakładowych struktur "S" z gliwicko-zabrskiej kopalni.

Ale pracownicy KWK "Sośnica-Makoszowy", członkowie NSZZ "Solidarność", przyjechali do Tychów przede wszystkim ze względu na swojego kolegę. - Po pierwsze to gest solidarności z Grzegorzem Zmudą - człowiekiem, który został bezprawnie wyrzucony z pracy, bo walczył o prawa pracownicze. Po drugie - jesteśmy bardzo oburzeni, że w naszym niby-praworządnym państwie, w XXI wieku, jest wyrok przywracający pracownika do pracy, a pracodawca może sobie ten wyrok wyrzucić do kosza i nic mu się z tego tytułu nie dzieje. Człowiek prawomocnie przywrócony do pracy ledwie przekroczył bramę zakładu i dostał kolejne wypowiedzenie. Widać, że to, co jest niedopuszczalne w państwie prawa, stało się dopuszczalne w państwie Tuska, gdzie prawo jest zwyczajnie ignorowane. Sprawa Grzegorza Zmudy wskazuje, że Polska przestaje być państwem prawa - powiedział Nadolski.

Wtórował mu lider regionalnych struktur Związku Dominik Kolorz, który w wystąpieniu skierowanym do uczestników pikiety stwierdził, że sprawa Zmudy jest dowodem zarówno na panujące w Polsce bezprawie, jak i na opieszałość wymiaru sprawiedliwości. - Jest sytuacją kuriozalną, że polskie sądy pracy, w kontekście praw pracowniczych, toczą sprawy przez dwa lata, trzy lata, po to, żeby wykańczać związki zawodowe, po to, żeby w tym konkretnym przypadku wykończyć przewodniczącego; że sądy i prokuratury w naszym kraju stoją, tak jak to było za komuny, po stronie silniejszego, a nie po stronie prawa, po stronie tych, którzy walczą o godność, o uprawnienia pracownicze i o pracowniczą solidarność - mówił szef największego regionu "S". - Musimy dzisiaj zarządowi firmy Nexteer powiedzieć, że za chwilę nie będzie tak, że będziemy tu przyjeżdżać raz na miesiąc, raz na kwartał, ale zaczniemy przyjeżdżać co tydzień, a jak będzie potrzeba to będziemy tutaj codziennie - tak długo, dopóki nie przywrócą Grzegorza do pracy, albo nie wrócą do Ameryki i Chin - zapowiedział.

 

Nie jedyny taki przypadek

Grzegorz Zmuda podziękował wszystkim za obecność przed siedzibą fabryki i czynne wsparcie. Zwrócił uwagę, że jego przypadek nie jest jedynym przykładem lekceważenia prawa przez kierownictwo Nexteer. - Dzisiaj mieliśmy kolejny przykład braku poszanowania polskiego prawa. Pracownica została przywrócona prawomocnym wyrokiem sądu dwa dni temu. Dzisiaj stawiła się do pracy, po czym została odesłana. Powiedziano jej, że zarząd firmy się z nią skontaktuje. Ja mam nadzieję, że tak będzie, aczkolwiek pracownica była gotowa do świadczenia pracy już dzisiaj. Można było skierować ją na badania, jednak odesłano ją do domu. Takich przykładów jest wiele - mówił do demonstrantów. Zapytał też retorycznie prezesa Wyszomirskiego, czy nie warto byłoby pochwalić się swoimi praktykami firmom kooperującym z Nexteer, takim jak General Motors czy BMW. - Panie prezesie, pochwalmy się firmie BMW tym, jak się tutaj szanuje pracownika, jak się szanuje polskie prawo. Może BMW zastosuje te praktyki w Niemczech, choć w to nie wierzę... - ironizował.

Tyską pikietę zakończyło odczytanie petycji skierowanej do prezesa, w której związkowcy domagają się natychmiastowego przywrócenia Zmudy do pracy. Dokument miała przekazać delegacja śląsko-dąbrowskiej "Solidarności", pikietujących nie odwiedził jednak nikt z kierownictwa, a ochrona zablokowała przedstawicielom Związku możliwość wejścia na teren zakładu. Ostatecznie petycję złożył sam Grzegorz Zmuda w towarzystwie jednego z członków Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" Nexteer Automotive Poland Sp. z o.o.

 

Polecamy galerię zdjęć i materiał filmowy z tego wydarzenia.