Klimatyczne wątpliwości ministra

Niemcy chcą zamrozić dopłaty do zielonej energii - ujawnił Peter Altmaier, minister środowiska w rządzie Angeli Merkel, o czym doniósł Financial Times. Mniejsze zapotrzebowanie na energię wynikające ze stagnacji gospodarki światowej, a w konsekwencji spadek cen uprawnień do emisji tzw. gazów cieplarnianych, może oznaczać załamanie europejskiej polityki klimatycznej. Dyskusję publiczną na temat celowości dopłat do odnawialnych źródeł energii (OZE) w Niemczech wymusił fakt zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Jak pisze pani Pilita Clark, autorka artykułu opublikowanego na łamach FT, rachunki odbiorców prądu wzrosły tam dwukrotnie, co ma ścisły związek z kosztami subsydiowania OZE.

Choć tezy o wpływie człowieka na globalne ocieplenie nikt do tej pory nie udowodnił, UE od lat "walczy" z tym zjawiskiem. Tymczasem najwięksi konsumenci energii spoza Europy zdecydowanie odrzucają próby ograniczeń wynikających z klimatycznej ideologii. Dziennikarka FT zwraca uwagę, że UE pretendująca do roli lidera światowej polityki klimatycznej otrzymała niedawno dwa poważne ostrzeżenia - rok temu Stany Zjednoczone, Chiny i inne kraje zaprotestowały zdecydowanie (grożąc retorsjami) przeciwko próbie obciążenia międzynarodowych przewoźników lotniczych opłatami za emisję dwutlenku węgla, co miało być próbą rozszerzenia strefy obowiązywania unijnych rozwiązań na resztę świata.

Na razie w Niemczech poinformowano, że "udział energii ze źródeł odnawialnych głównie wiatru, słońca i biomasy osiągnął 22 procent całkowitej produkcji energii", było to możliwe w wyniku opodatkowania cen energii elektrycznej do poziomu bliskiego 22 groszom za kilowatogodzinę (0,053 euro/kWh). A tego nawet niemieckie, bogate gospodarstwa domowe mogą nie znieść, co w sytaucji zbliżających się wyborów parlamentarnych spowodowało zapewne zasygnalizowanie zamiaru zamrożenia subsydiowania "zielonej energii" na okres 2 lat. Minister Altmaier zapowiedział też, że dynamika wzrostu produkcji "zielonej energii" w przyszłych okresach zostanie ograniczona do 2,5 procent rocznie.

W Polsce - kraju ponoszącym największe koszty wdrażania polityki klimatycznej, gdzie 92 procent energii wytwarza się z węgla - o polityce klimatycznej UE na razie się nie dyskutuje. Prędzej czy później kwestie te jednak dadzą o sobie znać wszystkim Polakom, nie tylko górnikom, hutnikom i pracownikom innych branż energochłonnych, gdy ceny rachunków za energię zaczną gwałtownie rosnąć. Obecny spokój i brak zainteresowania sprawą ze strony sceny politycznej może się wówczas okazać tylko ciszą przed burzą.

 

Tekst opracowany przy współpracy z Global Warming Policy Foundation.