Niemcy dostali po kieszeni, Unia pójdzie po rozum do głowy?

Wsparcie finansowe Unii Europejskiej (UE) dla producentów tzw. zielonej energii wywołało wzrost kosztów wytwarzania prądu z innych źródeł, wpływając na pogorszenie się kondycji nawet tak rozwiniętych gospodarek jak niemiecka. Komisarz do spraw energii Günther Oettinger zapowiedział złagodzenie polityki klimatycznej UE i przesunięcie terminu realizacji jej założeń z roku 2020 na rok 2030. Tę istotną dla energetyki węglowej decyzję komentuje śląski poseł do Parlamentu Europejskiego Bogdan Marcinkiewicz.

 

* * *

 

Solidarność Górnicza: - Komisarz ds. energii Günther Oettinger zapowiedział konieczność wprowadzenia istotnych zmian w założeniach polityki energetycznej UE do 2030 roku. Czy ta dość nieoczekiwana wypowiedź komisarza jest dla Pana zaskoczeniem?

Bogdan Marcinkiewicz, śląski poseł do Parlamentu Europejskiego: - Komisarz ds. energii zapowiedział, iż trwają prace nad "zieloną księgą", w której sformułowane zostaną cele i założenia Wspólnej Polityki Energetycznej UE. Najistotniejsze jest jednak to, że założenia, które miały zostać osiągnięte do 2020 roku, mają zostać odroczone o 10 lat. Zdaniem komisarza Oettingera powinniśmy odciąć politykę energetyczną od polityki klimatycznej, bo to tworzy paradoksalne sytuacje. Podam przykład Hiszpanii, gdzie stworzono takie przywileje dla odnawialnych źródeł energii (OZE), że dopłaca się zarówno do inwestycji związanych z OZE, jak i wyprodukowanej energii. W konsekwencji rząd Hiszpanii powinien wypłacić inwestorom 30 miliardów euro. Oczywiście nikt nie ma tych pieniędzy.

SG: - Skąd taka zmiana stanowiska? Przecież nie dalej jak rok temu komisarz mówił o konieczności dalszych inwestycji w OZE. W 2050 roku mieliśmy już w ogóle nie emitować dwutlenku węgla.

BM: - Gospodarka niemiecka mocno odczuwa politykę klimatyczną Unii Europejskiej. Koszty produkcji, głównie z powodu wysokich cen energii, są dramatyczne. Przypuszczam, że komisarz spogląda na niemiecki przemysł, który realnie zmaga się z bieżącą sytuacją gospodarczą.

SG: - Czy w takiej sytuacji zmieni się też stanowisko Polski, która zawsze silnym głosem sprzeciwiała się polityce klimatycznej Unii Europejskiej?

BM: - Oczywiście, że tak! Komisarz stwierdził, że "barczysta Polska powiedziała »nie« prowadzonej w obecnej formie polityce klimatycznej opartej o odnawialne źródła energii i ten głos musi zostać wysłuchany". Komisarz podkreślił, że "za Polską chowają się kraje takie jak Czechy, Słowacja czy Węgry". Największym zaskoczeniem dla mnie było jednak to, że te słowa wywołały gromkie brawa, głównie ze strony niemieckich deputowanych.

SG: - Czyli można powiedzieć, że upór i konsekwencja ze strony Polski przyniosły konkretne efekty. To chyba miłe zaskoczenie, zwłaszcza po fali krytyki, jaka spadła na nasz kraj w związku z żądaniami dotyczącymi równego traktowania OZE i paliw kopalnych, a przede wszystkim Veta, jakie wystosowaliśmy?

BM: - Powiem więcej. Komisarz stwierdził, że Unia Europejska musi stworzyć warunki dla przedsięwzięć, których celem będzie produkcja jak największej ilości energii na terenie Wspólnoty. Takie projekty, jak pozyskiwanie gazu z łupków, muszą otrzymać wsparcie. Największymi producentami tego gazu powinny być Polska oraz Wielka Brytania. To, co powiedział Oettinger, stawia też w jaśniejszym świetle polski przemysł węglowy.

 

- Komisarz Oettinger stwierdził, że "barczysta Polska powiedziała »nie« prowadzonej w obecnej formie polityce klimatycznej opartej o odnawialne źródła energii i ten głos musi zostać wysłuchany". Największym zaskoczeniem dla mnie było jednak to, że te słowa wywołały gromkie brawa, głównie ze strony niemieckich deputowanych - podkreśla Bogdan Marcinkiewicz. (fot. Archiwum Bogdana Marcinkiewicza)


 

SG: - Pytanie, jak na takie regulacje, zawarte w "zielonej księdze", zareaguje komisja ds. ochrony środowiska i komisarz ds. klimatu pani Connie Hedeegard?

BM: - Komisja Europejska (KE), widząc coraz trudniejszą sytuację przemysłu energochłonnego, wyraźnie łagodzi swoje stanowisko. Komisarz Oettinger stwierdził, że wraz z komisarz Heedegard intensywnie pracują nad "właściwymi" rozwiązaniami, które mają zostać zapisane we wspomnianej "zielonej księdze". Ma to być forma "ćwiczeń rozluźniających napiętą atmosferę" jaka powstała wokół przyszłości energetycznej Unii Europejskiej. Rozwiązana ma również zostać kwestia ubezpieczeń, do jakich zobligowane miałyby zostać firmy produkujące energię w reaktorach atomowych. To jednak może budzić wiele kontrowersji.

SG: - Takie ubezpieczenia zrujnują przemysł jądrowy. Czy zatem znajdzie się ktoś skłonny ubezpieczyć siłownie, nawet trzeciej generacji, po wydarzeniach w Fukushimie?

BM: - No właśnie. Można mówić o ubezpieczeniu samej elektrowni na wypadek niespodziewanej awarii i konieczności przeprowadzenia napraw. Ale czy jest ktoś na tym świecie, kto zgodziłby się zagwarantować ubezpieczenie od skutków wywołanych katastrofą? Proszę sobie wyobrazić koszty przywrócenia Japonii do stanu przed katastrofą? Czy to w ogóle możliwe? Ile będą kosztować takie ubezpieczenia. Przecież wiadomo, że te koszty zostaną scedowane na odbiorców energii. To w praktyce oznacza kolejny dramatyczny wzrost cen. Takim rozwiązaniom mocno sprzeciwi się na pewno Francja.

SG: - Jaka zatem jest przyszłość energii w Unii Europejskiej?

BM: - Komisarz zapowiedział, że przede wszystkim dużo uważniej będą teraz dysponowane środki wspierające rozwój infrastruktury oraz finansowanie projektów energetycznych. W praktyce oznacza to zdecydowane cięcia nakładów na OZE, być może nawet o 50 procent. Wszelkie projekty będą weryfikowane pod kątem opłacalności i ich zgodności z celami polityki rynku wewnętrznego. Nie może być jednak tak, że za sprawą umorzenia części uprawnień, a więc - de facto - prawa działającego wstecz, naruszymy zaufanie, jakim takie projekty darzą inwestorzy. Podobnie na tę sprawę spojrzą także obywatele. Nie może być tak, że każdy, nawet najbardziej szalony pomysł, będzie natychmiast realizowany, bo jego realizacja poprawi bilans OZE. Na największe wsparcie liczyć będą mogły projekty związane z walką z ubóstwem energetycznym. Cena nie może być kryterium hamującym rozwój gospodarczy, co ma obecnie miejsce między innymi w krajach takich jak Rumunia czy Bułgaria. Ważnym aspektem będą też inwestycje w interkonektory i zbiorniki gazu, czyli zwiększenie mobilności energii.

SG: - Czy to oznacza, że część polskich projektów w odnawianie mocy produkcyjnych w elektrowniach węglowych zostanie schowanych do szafy?

BM: - Komisarz Oettinger od samego początku debaty o roli i przyszłości gazu niekonwencjonalnego w UE wspiera projekty takie jak pozyskiwanie gazu łupkowego. Jego zdaniem liderami tej technologii powinny zostać Polska oraz Wielka Brytania. Co prawda nie ma mowy o wspieraniu węgla, jednakże górnictwo od lat radzi sobie bez dotacji z zewnątrz.

SG: - Obecna kadencja Parlamentu Europejskiego kończy się już za rok. Czy uda się zatem zrealizować obecnie podnoszone kwestie polityki energetycznej? Wiele z nich budzi przecież poważne kontrowersje. Wielu wyborców może być mocno rozczarowanych.

BM: - Dlatego "zielona księga" ma być solidnym fundamentem do dalszych działań w nowej perspektywie 2014-2020. Dla Polski celem zasadniczym powinno być budowanie bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej w oparciu o rodzime zasoby. Import paliw do krajów Wspólnoty systematycznie się zwiększa i ten negatywny trend musi zostać wyhamowany. Na import energii wydajemy 400 miliardów euro rocznie. W 2010 był to 1 procent PKB. W 2012 było to już 4 procent. Uważam, że niezwykle istotną rolę odegrają tutaj zarówno małe lokalne inicjatywy, jak i potężne międzynarodowe projekty. Ważne, by prezentować gotowość do kompromisowych rozwiązań. To, w połączeniu z metodą małych kroków, musi doprowadzić do stopniowego zwiększenia konkurencyjności Europy.

 

* * *

 

16 kwietnia Parlament Europejski odrzucił propozycję Komisji Europejskiej, która chciała wycofania z rynku części uprawnień do emisji tzw. gazów cieplarnianych, co miało spowodować wzrost cen uprawnień i samej energii. O głosowanie przeciwko projektowi zaproponowanemu przez KE apelowali eurodeputowani Christian Ehler i Bogdan Marcinkiewicz.

W liście skierowanym do pozostałych europarlamentarzystów przypomnieli, że podstawowym celem stworzonego przez Unię systemu handlu uprawnieniami do emisjami (ETS) jest redukcja emisji "gazów cieplarnianych" do atmosfery, a nie pozyskiwanie środków na finansowanie inwestycji w efektywność energetyczną i technologie czystej energii. Ocenili, że obecnie ustalona redukcja puli uprawnień o 1,74 procent rocznie pozwoli osiągnąć ustalone cele redukcyjne bez konieczności interwencji z zewnątrz. Wycofanie części uprawnień z rynku zagroziłby natomiast konkurencyjności przemysłu europejskiego i doprowadziłby do podniesienia cen energii dla konsumentów.

Ehler i Marcinkiewicz zwrócili też uwagę, że niska cena za emisję "gazów cieplarnianych" jest wynikiem kryzysu gospodarczego i przemysłowej słabości Unii Europejskiej. - Naszym celem powinno być kreowanie wzrostu gospodarczego i wzmocnienie naszej bazy przemysłowej, a nie dalsze jej osłabianie poprzez interwencje na rynku węglowym. Ceny emisji wzrosną po tym, jak Europa wyjdzie z kryzysu - można było przeczytać w liście.

Większość posłów podzieliła zdanie autorów apelu, odrzucając projekt KE i odsyłając go do dalszych prac w komisji parlamentarnej.