Solidarność wszystkich branż. Śląsk stanął na 4 godziny

Zakończył się generalny strajk solidarnościowy na Śląsku. Kopalnie węgla kamiennego nie fedrowały przez dwie godziny, najczęściej od godziny 6. do 8. - Pracownicy dołowi w znakomitej większości wzięli udział w strajku. Na dół zjechały jedynie służby zabezpieczające, i to też nie zawsze w takiej liczbie, jakiej oczekiwali pracodawcy - poinformował szef górniczej "Solidarności" Jarosław Grzesik.

Do czterogodzinnej akcji przystąpiło niespełna 85 tysięcy pracowników z około 400 zakładów. Reprezentowane były niemal wszystkie branże, od komunikacji miejskiej poczynając, gdzie protest rozpoczął się o godzinie 3.15. Chodziło o to, by w możliwie niewielkim stopniu utrudnić życie mieszkańcom regionu. Z tego samego względu kolejarze wstrzymali ruch pociągów od 8. do 10., po porannym szczycie. Ostatecznie na tory nie wyjechało 105 pociągów, w tym 18 pociągów Intercity, oraz 120 autobusów komunikacji miejskiej i 65 tramwajów.

Strajk odbył się również w 160 placówkach oświatowych, głównie szkołach, choć zdarzały się pojedyncze przypadki strajkujących pracowników przedszkoli i żłobków.

W innych częściach Polski zorganizowane zostały pikiety, których uczestnicy solidaryzowali się ze strajkującymi na Śląsku. Związkowcy protestowali w Białymstoku, Bielsku-Białej, Bydgoszczy, Gdańsku, Gorzowie Wielkopolskim, Kielcach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Olsztynie, Opolu, Poznaniu, Rzeszowie, Szczecinie, Warszawie i Zielonej Górze. Do protestujących w Warszawie dołączyli związkowcy z Płocka, a do pikiety w Poznaniu - z Kalisza i Konina. Wspólna demonstracja związkowców z Dolnego Śląska przeszła ulicami Wrocławia.

Szef Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Piotr Duda wziął udział w pikiecie zorganizowanej przez Region Gdański "S". - Tego strajku by nie było, gdyby doszło do wycofania projektu ustawy dotyczącej zmiany przepisów o czasie pracy - mówił do jej uczestników, wskazując na antypracowniczy, jego zdaniem, pomysł wprowadzenia 12-miesięcznego okresu rozliczeniowego czasu pracy. - Nie ma zgody na to, żeby pracownicy byli traktowani jak niewolnicy - stanowczo stwierdził lider "S".

 

W geście solidarności i we własnym interesie

Śląskie zakłady przemysłowe przerwały produkcję na ogół tuż po 6. Symboliczne rozpoczęcie akcji odbyło się w rudzkiej hucie "Pokój". - Hutnictwo to dział, który jest najbardziej zagrożony ograniczeniem poziomu produkcji i utratą miejsc pracy - mówił obecny na miejscu przewodniczący Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność" Dominik Kolorz.

Wydobycie wstrzymały śląskie kopalnie. Według szacunków przedstawionych przez górniczą "S", strajk podjęło 40 tysięcy osób zatrudnionych w sektorze. Zdaniem przewodniczącego Grzesika górnicy podjęli strajk w geście solidarności z innymi, przede wszystkim jednak mając świadomość tego, że dotyczą ich wszystkie żądania wyrażone przez Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy (MKPS). - Wcale nie jest tak, że dotyczy nas tylko postulat wprowadzenia systemu rekompensat dla przedsiębiorstw objętych skutkami Pakietu Klimatycznego - uważa Grzesik. - Tak jak inne zakłady jesteśmy narażeni na ewentualność przestojów z powodu kryzysu. Już przecież większość kopalń ograniczyła wydobycie, bo zwały są pełne. Nie jest wykluczone, że wprowadzone zostaną dniówki postojowe, więc dotyczy nas postulat pierwszy, mówiący o stworzeniu osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw utrzymujących zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcyjnego. A punkt, w którym domagamy się "zaniechania likwidacji rozwiązań emerytalnych przysługujących pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnych i szczególnym charakterze"? Przecież tu chodzi nie tylko o tzw. emerytury pomostowe, ale i o uprawnienia przysługujące zatrudnionym pod ziemią, bo górnicy też przecież korzystają z uprawnień szczególnych. Pozostałe punkty w bezpośredni sposób dotyczą natomiast górniczych rodzin. Pracownicy kopalń doskonale to rozumieją, czego wyrazem jest frekwencja w dzisiejszej akcji - skomentował lider największej organizacji związkowej działającej w polskim górnictwie.

 

Kolorz: Byłby dialog, nie byłoby strajku

W trakcie popołudniowej konferencji prasowej podsumowującej strajk, lider regionalnych struktur Związku Dominik Kolorz skomentował poranną wypowiedź premiera Donalda Tuska. - Mam pewien problem ze zrozumieniem intencji organizatorów strajku, chociaż rozumiem rozgoryczenie ludzi, którzy w takim strajku uczestniczą - stwierdził szef rządu, dodając przy tym, że w Polsce za dialog społeczny ze związkami zawodowymi odpowiada Komisja Trójstronna do spraw Społeczno-Gospodarczych. W odpowiedzi Kolorz zaprosił premiera do podjęcia rzeczowych rozmów, których do tej brakowało. - Apelujemy do pana premiera, by spotkał się z Międzyzakładowym Komitetem Protestacyjno-Strajkowym. Bo skoro ministrowie rządu pana premiera nie są w stanie zrozumieć artykułowanych od dłuższego czasu postulatów, to myślę, że konieczna jest rozmowa bezpośrednia, nasza z panem premierem, żeby wyartykułować mu postulaty, o co tak naprawdę chodzi. Po drugie - przypominamy, że gdyby Komisja Trójstronna do spraw Społeczno-Gospodarczych była ciałem, gdzie toczy się skuteczny dialog społeczny, to strajku by nie było. A w naszej ocenie, nie jest to skuteczne ciało dialogu społecznego, ponieważ Rada Ministrów nie respektuje niektórych uchwał Komisji Trójstronnej, między innymi nie respektowała uchwały dotyczącej Pakietu Klimatycznego. Przypominamy też, że nasze postulaty nie pojawiły się ni stąd, ni zowąd, we wrześniu 2012 roku. Postulaty dotyczące sektora motoryzacyjnego, Pakietu Klimatycznego czy przemysłu energochłonnego pojawiały się już w 2011 roku i nie spotykały się one z absolutnie żadnym odzewem, jeśli chodzi o stronę rządową. Gdyby ten dialog faktycznie występował w Komisji Trójstronnej, pewnie nie mielibyśmy dzisiaj do czynienia z sytuacją strajkową - oświadczył szef Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "S".

 

- Skoro ministrowie rządu pana premiera nie są w stanie zrozumieć artykułowanych od dłuższego czasu postulatów, to myślę, że konieczna jest rozmowa bezpośrednia, nasza z panem premierem, żeby wyartykułować mu postulaty, o co tak naprawdę chodzi - mówił lider regionalnych struktur "Solidarności" Dominik Kolorz (przy stole, drugi z lewej) podczas konferencji prasowej MKPS podsumowującej strajk, komentując słowa szefa rządu. (fot. MJ, SG)


 

To nie koniec związkowej walki o realizację sześciu postulatów. Jej kolejnych etapów należy oczekiwać tuż po Wielkanocy. - Po świętach na pewno wystosujemy kolejne zaproszenie do rozmów dla delegacji rządowej. Oby się one odbyły i oby były rzetelne, i oby było porozumienie. Jeżeli go nie będzie, to tak jak mówiliśmy podczas akcji strajkowej, pewnie będzie krok drugi i krok trzeci. Ale to już może zależeć od decyzji struktur związkowych na szczeblu krajowym - zapowiedział Dominik Kolorz.

 

POSTULATY MIĘDZYZWIĄZKOWEGO KOMITETU PROTESTACYJNO-STRAJKOWEGO

Śląscy związkowcy domagają się:
- stworzenia osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw utrzymujących zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcyjnego (system powinien być oparty na zasadzie bilansu dochodów publicznych),
- wprowadzenia systemu rekompensat dla przedsiębiorstw objętych skutkami Pakietu Klimatycznego,
- uchwalenia przez Sejm RP ustaw ograniczających stosowanie tzw. umów śmieciowych,
- likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia i stworzenia systemu opieki zdrowotnej opartego na założeniach, na podstawie których działała dawna Śląska Kasa Chorych,
- zaniechania likwidacji rozwiązań emerytalnych przysługujących pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnych i szczególnym charakterze,
- zaprzestania likwidacji szkół i zaprzestania przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorządy.

 

Aktualizacja z 27 marca 2013 20:32

 

Zobacz też:

•  Na ostatniej prostej. Biuletyn strajkowy dla pracowników

•  Górnicza "S" gotowa do strajku

•  Fiasko rozmów ze stroną rządową. 26 marca strajk generalny