Hutek: Znów chcą zarobić kosztem górników

- W 2012 roku, gdy w portach ARA średnia cena węgla wynosiła 343 złotych za tonę, nasze kopalnie dostarczały elektrowniom węgiel za 260 zł. Teraz, gdy ceny węgla się odbiły i górnictwo mogłoby zyskać oddech, energetycy krzyczą, że węgiel jest za drogi i chcą naszym kosztem udawać "dobrych wujków" - stwierdził szef "Solidarności" w Polskiej Grupie Górniczej (PGG) Sp. z o.o. Bogusław Hutek, odnosząc się do sporu pomiędzy PGG a spółkami energetycznymi wokół kontraktów na dostawy węgla.

Sprawa ujrzała światło dzienne za sprawą artykułu opublikowanego 17 listopada przez Rzeczpospolitą. Czytamy w nim, że podczas negocjacji przyszłorocznych kontraktów terminowych PGG zaproponowała Polskiej Grupie Energetycznej, Enei i Enerdze sprzedaż węgla energetycznego po 10,5 zł za gigadżula - o 20 procent więcej niż wynosiły stawki tegoroczne. Argumentem miała być poprawa koniunktury cenowej na światowych rynkach surowcowych. Przedstawiciele koncernów energetycznych mówią jednak propozycji PGG twarde "nie", podkreślając zarazem, że zakup węgla po wyższych cenach będzie się wiązał z koniecznością podwyżek cen energii dla odbiorców indywidualnych.

Według Bogusława Hutka takie podejście branży energetycznej stanowi przykład obłudy.

- Gdy przez lata energetyka kupowała węgiel po zaniżonych cenach, wszystko było w porządku. Teraz, gdy PGG próbuje dostosować te ceny do rynkowych, podnosi się lament i z górników próbuje się robić tych złych, przez których ludziom wzrosną rachunki za prąd. To jest po prostu niegodziwe - zaznaczył przewodniczący. - Nie może być tak, że gdy jest koniunktura na węgiel, to energetyka chce go kupować poniżej cen rynkowych, a gdy przychodzi dekoniunktura, to momentalnie ta branża chce renegocjacji i obniżenia kontraktów, a jednocześnie wcale nie idzie za tym obniżka cen energii. Wie to każdy odbiorca prądu w Polsce - dodał.

Przypomniał też, że podobne działania wobec górnictwa z branżą energetyczną w tle mają miejsce co pewien czas, od mniej więcej 20 lat.

- To się zaczęło w latach dziewięćdziesiątych, gdy z górnictwa zrobiono tak zwaną kotwicę inflacyjną. Kosztem górnictwa energetyka mogła się wtedy spokojnie rozwijać, a nasza branża przeżywała potężne cięcia. Wszyscy pamiętamy, jaki był krzyk w mediach, gdy górników 30-tysięcznymi odprawami zachęcano do odejścia z pracy. Krótko potem zachęcano do dobrowolnych odejść energetyków odprawami po ponad 100 tysięcy złotych - wtedy było cicho - powiedział.

Na publikację Rzeczpospolitej błyskawicznie zareagowała sama PGG.

- Między innymi w związku ze wzrostem cen na rynkach światowych przekładającym się również na sytuację na rynku krajowym już od września br., wprowadzone zostały podwyżki cen wszystkich sortymentów węgla dla odbiorców o ok. 8 proc. Spółka zareagowała w ten sposób na wzrost cen w portach ARA, które od maja br. do początku listopada br. wzrosły o 64 proc. W chwili obecnej prowadzone są negocjacje na rok 2017 dotyczące kontraktów terminowych, które uwzględniają prognozy cenowe węgla publikowane przez wyspecjalizowane instytucje międzynarodowe - oświadczyła Spółka, wskazując jednocześnie, że przedstawione stanowisko negocjacyjne to "naturalne działania biznesowe, podyktowane nie tylko troską o wyniki finansowe Firmy, ale także troską o zachowanie kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy w kopalniach PGG".

Zdementowano również informację, jakoby PGG w 2016 r. miała przynieść 1,2 miliarda zł strat.

- Planowana strata na koniec 2016 roku nie przekroczy 500 mln zł, a niewykluczone, że będzie niższa - czytamy w komunikacie wydanym przez Polską Grupę Górniczą.