"Solidarność" już wybrała...

Cze 24, 2020

...powiedział Piotr Duda podczas gali Tygodnika Solidarność, gdy wręczał nagrodę Człowieka Roku Tygodnika Solidarność prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" wskazał, że 28 czerwca w wyborach prezydenckich powinniśmy na Andrzeja Dudę, bo jest on jedynym wiarygodnym kandydatem gwarantującym kontynuację społecznych zmian dokonanych na przestrzeni ostatnich czterech lat.

Oczywiście jako redaktor naczelny Solidarności Górniczej nie zamierzam polemizować z apelem naszego przewodniczącego, wywodzącego się z Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. Tym tekstem pragnę wzmocnić słowa Piotra Dudy i zachęcić nas, górników i pracowników przemysłu węglowego, do poparcia urzędującej głowy państwa. Powtórzę zatem za Piotrem Dudą: nie mamy innego wyboru niż poparcie prezydenta Andrzeja Dudy.

Dla nas miernikiem oceny dobiegającej końca kadencji prezydenta jest jego wiarygodność wobec środowiska pracy i podjęte działania na rzecz polskich rodzin - od poprawy bytu ekonomicznego do walki o zachowanie normalnego modelu rodziny w kulturze społecznej.

Andrzej Duda wielokrotnie nas odwiedzał, jednak nie po to, żeby celebrować uroczystości barbórkowe w górniczym czako przed kamerami telewizyjnymi; wizyty te zawsze wykorzystywał po to, by na miejscu rozmawiać o śląskich sprawach.

Nie będę naciągał rzeczywistości opowiadając, że górnictwo ma się dziś dobrze. Niezależnie od pandemii wirusa SARS-CoV-2, borykamy się z trudnościami ekonomicznymi - często wywołanymi sztucznie przez politykę energetyczną Unii Europejskiej, której hasłem przewodnim jest "dekarbonizacja" kontynentu. Nie pomagają też błędne decyzje rządu. Niektórzy ministrowie notorycznie "wymiękają", kiedy mówi się im o konieczności ograniczenia importu węgla do Polski. Już nie mówię o takich, co dużo obiecali, a potem walczyli z postulatami górniczej "Solidarności" i jeszcze wyrażali zdziwienie, kiedy okazywało się, że poparcie ze strony Związku nie jest bezgraniczne, że nie wznosimy codziennych modłów do rządu Zjednoczonej Prawicy. Wciąż czekamy na obiecany plan restrukturyzacji branży wydobywczej.

Dziś jednak nie czas na nasze górnicze pretensje. Do tego wrócimy w codziennym dialogu społecznym z rządem. Piszę o tym dlatego, bo wiem z doświadczenia, że w tym dialogu prezydent Andrzej Duda będzie naszym sojusznikiem. Przez ostatnich pięć lat w podobnych sytuacjach zawsze stawał po stronie świata pracy.

Niezwykle ważną cechą każdego kandydata na najważniejszy urząd w państwie jest wiarygodność. Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia z osobami kandydującymi czy też środowiskami politycznymi, które ich popierają, mogę uczciwie stwierdzić, że tylko Andrzej Duda gwarantuje wsparcie dla śląskiego przemysłu i naszego górnictwa w tych trudnych czasach, które dopiero przed nami.

Jego główny rywal, Rafał Trzaskowski, również szuka naszych śląskich głosów, tyle tylko, że zamiast programu czy dokonań pokazuje nam swoją żonę, która pochodzi ze Śląska i ma być argumentem, by poprzeć kandydata "totalnej opozycji". Powiedzmy sobie wprost - kandydat Koalicji Obywatelskiej nie może nam niczego innego obiecać; gdy zostanie prezydentem Polski, nie będzie reprezentantem polskich interesów, lecz namiestnikiem walczącej z Polską liberalnej eurokracji. Może to mocny zarzut, jednak cała polityczna kariera Rafała Trzaskowskiego dobitnie pokazuje, jak bardzo jest on nasiąknięty tak zwanymi europejskimi wartościami - polityczną (czytaj: lewicowo-liberalną) poprawnością, zachwytem wyrażanym wobec wszelkich odmienności obyczajowych czy walką z modelem Europy narodów. Wbrew temu, co można byłoby sądzić, Rafał Trzaskowski nie jest kolejnym wcieleniem liberalnego cwaniaka Donalda Tuska. To przedstawiciel nowego pokolenia. To dziecko liberalnej elity brukselskiej, które od samego początku było wychowywane w duchu czci i uległości wobec Brukseli oraz jej dominacji nad "malutkimi" narodami. Nie dajmy się zwieść jego łagodnej nowomowie głoszonej w kilku językach zachodnioeuropejskich. Popatrzmy na to, co mówi Rafał Trzaskowski, a nie na to, jak mówi. Tak naprawdę dostajemy uniki w kwestii rozwiązań gospodarczych, kulturalnych czy cywilizacyjnych. Sympatyczny pan Rafał zrobi wszystko to, co mu każą jego neoliberalni koledzy z Platformy Obywatelskiej lub faktyczni zwierzchnicy z Brukseli. Po wyborach nie usłyszymy już o żadnych rozwiązaniach dla Śląska. Dostaniemy to, co z rąk Platformy już raz otrzymaliśmy - likwidację kopalń, "zwijanie" przemysłu, a wszystko to "podlane sosem" liberalnych bzdur głoszonych przez światłych Europejczyków.

Nie będę oceniał pozostałych kandydatów na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Demokracja pozwala startować każdemu, kto zbierze ustawową liczbę podpisów obywateli naszego kraju. Żeby jednak wygrać, trzeba przekonać do siebie większość głosujących. Tutaj, jak wskazują wszystkie sondaże, faworytem jest prezydent Andrzej Duda. Na głównego przeciwnika urzędującej głowy państwa obóz liberalny postanowił wykreować wspomnianego przeze mnie wcześniej Rafała Trzaskowskiego.

Nie dajmy się oszukać kampanijnej propagandzie i myślmy samodzielnie. Czeka nas starcie dwóch wizji Polski: naszej - reprezentowanej w tych wyborach przez Andrzeja Dudę oraz "lepszej i fajnej Polski" - utożsamianej z kandydatem Platformy Obywatelskiej Rafałem Trzaskowskim. Dla mnie wybór jest prosty. Wystarczy ocenić ostatnie dekady polskiej rzeczywistości i przypomnieć sobie, co się działo, kiedy rządzili jedni, a co się działo, kiedy rządzili drudzy. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie rządzi krajem, ma jednak pewne konstytucyjne kompetencje, które umożliwiają mu czynne działanie w polityce. Andrzej Duda już udowodnił, że jako głowa państwa potrafi działać na rzecz budowy Polski solidarnej, a to bardzo dużo, dlatego 28 czerwca proszę o oddanie głosu właśnie na Andrzeja Dudę.

 

Krzysztof Leśniowski
redaktor naczelny Solidarności Górniczej