Babij: Uratujemy "Silesię"!

Lut 27, 2026

O sytuacji w Przedsiębiorstwie Górniczym (PG) "Silesia" Sp. z o.o. po dwóch miesiącach od podpisania porozumienia kończącego podziemny strajk pracowników czechowickiej kopalni rozmawiamy z przewodniczącym Komisji Zakładowej (KZ) NSZZ "Solidarność" PG "Silesia" Sp. z o.o. Grzegorzem Babijem.

 

* * *

 

Solidarność Górnicza: - Pikieta przeprowadzona 10 lutego przed bramą "Silesii" przebiła się do mediów zwłaszcza za sprawą upublicznionej wówczas informacji o powołaniu przez NSZZ "Solidarność" spółki Przedsiębiorstwo Górniczo-Usługowe "Silesia-Bis" i podjęciu starań o przejęcie koncesji na wydobycie złóż kopalni "Silesia". Jak na ten fakt zareagowali obecni właściciele zakładu?

Grzegorz Babij, przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" PG "Silesia" Sp. z o.o.: - Pojawiła się totalna panika. Momentalnie został skierowany list otwarty do przewodniczącego Komisji Krajowej Związku Piotra Dudy, w którym to liście stwierdzono, że próbujemy wrogo przejąć przedsiębiorstwo, że rola "Solidarności" jako związku zawodowego powinna być zupełnie inna. Ktoś najwyraźniej nie zrozumiał, jaki jest nasz cel. Od kilkudziesięciu miesięcy widzimy jasno, dokąd zmierza kopalnia. Spółka "Silesia-Bis" ma być alternatywą, "kołem ratunkowym" dla zakładu na wypadek próby jego likwidacji. A takie ryzyko istnieje, o czym świadczą krążące po rozmaitych środkach masowego przekazu wypowiedzi pana Marcina Sutkowskiego. Jego zdaniem, kopalnia jest bankrutem i przestanie wydobywać węgiel najpóźniej za trzy lata. My - jako "Solidarność" - uważamy, że to złoże możemy jeszcze przez długi czas eksploatować. Rzeczywiście, dzisiaj jest nieco trudniej, bo zakład w ostatnim czasie został niesamowicie zadłużony. Wiemy doskonale, ile jest spornych spraw do "wyprostowania", ale też widzimy możliwości, by przedsiębiorstwo nadal istniało. I do tego chcemy doprowadzić.

SG: - Doprecyzujmy - jakie działania podjęło przedsiębiorstwo "Silesia-Bis" celem pozyskania koncesji na wydobycie złóż kopalni "Silesia"?

GB: - Do tej pory złożyliśmy wniosek do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o przejęcie koncesji. Zdaję sobie sprawę, że zanim to nastąpi, czekają nas skomplikowane procedury związane z uzyskaniem szeregu zezwoleń, ale traktujemy ten ruch jako alternatywę zabezpieczającą zakład przed zamknięciem. Nie chcemy nikomu niczego zabierać. Reagujemy jedynie na wypowiedzi osoby decyzyjnej, twierdzącej oficjalnie, że nie będzie tu wydobycia, że do trzech lat nastąpi likwidacja kopalni. Jeśli chcemy temu zapobiec, musimy przygotować wariant zastępczy i to błyskawicznie. Temu właśnie służy cała ta inicjatywa. Już raz pokazaliśmy swoją determinację - w roku 2010. Wtedy, dzięki determinacji związków zawodowych z "Solidarnością" na czele, uratowaliśmy nasze miejsca pracy, powołując Przedsiębiorstwo Górnicze "Silesia" i znajdując dla kopalni zewnętrznego inwestora. Kilkanaście lat później firma Bumech przejęła zakład, zarobiła na nim pieniądze, a dzisiaj chce go zamknąć, przynajmniej w sferze deklaracji. "Solidarność" stoi na stanowisku, że nie wolno do tego dopuścić. Jeśli będzie trzeba, uratujemy "Silesię"!

SG: - 19 lutego w Sądzie Rejonowym Katowice-Wschód zapadła decyzja o wyrażeniu zgody na zawarcie umowy dzierżawy zorganizowanej części przedsiębiorstwa przez obecnego właściciela, spółkę Bumech. Czy to coś zmienia?

GB: - Jedynie tyle, że obecnie spółce Bumech brakuje już tylko nadania koncesji, aby mogła ona przejąć w dzierżawę Przedsiębiorstwo Górnicze "Silesia", którym do tej pory i tak zawiadywała. Dla mnie ten ruch jest nieczytelny. Kilkanaście miesięcy temu właściciele nie mieli środków na prowadzenie "Silesii", dlatego uruchomili postępowanie sanacyjne, a teraz - już jako dzierżawcy - nagle te pieniądze mają. Uchylę się od szerszej wypowiedzi, bo sam nie wiem, jak to rozumieć.

SG: - Trudno nie zapytać o uruchomioną miesiąc temu przez pracodawcę procedurę wręczania wypowiedzeń pracownikom "Silesii". Wcześniej, podpisując porozumienie kończące grudniowy strajk, ten sam pracodawca (zarządca sądowy) oświadczył, że wypowiedzenia nie będą wręczane - z zastrzeżeniem sytuacji, w której dzierżawa nie dojdzie do skutku. Podczas pikiety domagaliście się przywrócenia zwolnionych ludzi do pracy. Co się nimi dzieje?

GB: - Według mojej wiedzy wypowiedzenia wciąż obowiązują. Z niczego się nie wycofano. 27 lutego jest ostatnim dniem roboczym, w którym nasi koledzy są pracownikami PG "Silesia".

SG: - Wypowiedzenia otrzymało kilkadziesiąt osób, a czego mogą się spodziewać pozostali pracownicy?

GB: - Na razie próbowano obniżyć im wynagrodzenia. 26 lutego odbyło się referendum, w którym załoga zdecydowanie odrzuciła możliwość częściowego zawieszenia układu zbiorowego pracy. Trudno się temu dziwić. Pracowników, którzy - jak na górnictwo - zarabiają bardzo mało, chciano pozbawić szeregu świadczeń. Wysokość nagrody barbórkowej - liczonej u nas w oparciu o wynagrodzenie zasadnicze i pewne pochodne, ale bez nadgodzin - miała zostać uzależniona od poziomu wydobycia. Proponowano całkowite zawieszenie ekwiwalentu za deputat węglowy w zamian za podwojenie funduszu socjalnego - ale fundusz nie ma charakteru roszczeniowego, więc pracodawcy łatwo byłoby to zobowiązanie pominąć i go nie realizować. Tymczasem ekwiwalent za deputat węglowy na "Silesii" to jedynie 4800 złotych brutto. Planowano zawiesić nagrodę frekwencyjną - świadczenie, które jakiś czas temu zastąpiło nagrodę z zysku. Wprowadzenie tych i szeregu innych rozwiązań obniżyłoby pracownicze pensje o około 30 procent. Na wynik referendum błyskawicznie zareagował właściciel PG "Silesia". Jak stwierdził w wywiadzie udzielonym jednej ze stacji radiowych, pracownicy zadecydowali o upadłości tej kopalni. To wypowiedź wyjątkowo niefortunna, bardzo krzywdząca dla pracowników. Przypomnę tylko, że w kopalni "Silesia" na powierzchni zarabia się od 3 do 4 tysięcy zł netto. Pracownicy dołowi zarabiają między 4 a 5 tys. zł netto. W przodkach zarobki są niewiele wyższe. I nawet to pracodawca chciał ludziom zabrać? Wstyd! Na koniec przytoczę sytuację sprzed trzech dni, która dobrze obrazuje stosunek właściciela do załogi. Otóż na pracowniczych kontach pojawiła się kwota 132 zł i 5 groszy. Okazało się, że to pierwsza część "barbórki" za ubiegły rok, której górnicy z "Silesii" wciąż nie otrzymali. Tak gardzi się ludźmi i ich ciężką pracą. Nie znajduję kulturalnych słów, by móc to skomentować.

SG: - Podczas lutowego protestu była mowa o działaniach pracodawcy wymierzonych w "Solidarność" i o utrudnianiu działalności związkowej. Czy coś się pod tym względem zmieniło?

GB: - Niestety, nie. Dalej nie działają nam telefony wewnętrzne, przez co kontakt z załogą jest utrudniony. Nie mamy bezpośredniego kontaktu telefonicznego z biurowcem, gdzie mieści się cała administracja. Dodatkowo otrzymaliśmy wypowiedzenie najmu lokalu, w którym od dawna zlokalizowana była siedziba "Solidarności". Trudno nawet powiedzieć, gdzie zostaniemy przeniesieni. Chciałbym jednak podkreślić, że to w żaden sposób nie wpływa na naszą aktywność. Idziemy do przodu z podniesioną głową. Nie załamujemy rąk.

SG: - Dziękujemy za rozmowę.

 

rozmawiał: MJ