Hutek: Wsparcie budżetowe dla PGG jest niezbędne

Gru 04, 2023

- Nie rozumiem, dlaczego dzisiaj niektórzy są zdziwieni i zaskoczeni, kiedy się dowiadują, że w roku 2024 trzeba będzie dokapitalizować PGG kwotą 5,5 miliarda złotych. Ceny węgla spadły, mamy za dużo węgla na rynku, bo rok temu sprowadzono go bardzo dużo, do tego państwowe spółki energetyczne nie chcą w pełni kontraktować węgla z polskich kopalń - wszystko to sprawia, że wsparcie budżetowe dla Polskiej Grupy Górniczej jest niezbędne - twierdzi przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego (KSGWK) NSZZ "Solidarność" Bogusław Hutek w rozmowie poświęconej głównym wyzwaniom, z jakimi zmaga się branża. Polecamy lekturę wywiadu.

 

* * *

 

Solidarność Górnicza: - Rozmawiamy w przededniu Dnia Świętej Barbary - najważniejszego z górniczych świąt, które zawsze stanowi dobry moment, by podsumować dobiegający końca rok. Jak - zwłaszcza wobec tego, co działo się zeszłej zimy - wygląda sytuacja na rynku węgla i jak obecnie radzą sobie polskie spółki węglowe?

Bogusław Hutek, szef górniczej "Solidarności": - Zaczął się sezon grzewczy. W tym roku nie powinno być takich problemów z dostępem do węgla, jak w roku ubiegłym, kiedy to po inwazji Rosji na Ukrainę nałożono embargo na rosyjski węgiel, przez co surowca zaczęło brakować. Wtedy, decyzją pana premiera, sprowadzono około 15 milionów ton węgla, z którego wysiano tak zwany węgiel gruby. Problem stanowi to, co pozostało, czyli miał energetyczny. Zalega on teraz na zwałowiskach spółek energetycznych, więc polskie kopalnie mają problem, bo energetyka nie odbiera od nich węgla w ilości, jaką wcześniej zakontraktowała. Ponadto kontrakty zawierane na rok przyszły są znacząco niższe. Od trzydziestu lat nikt nie potrafi wprowadzić zasady, zgodnie z którą państwowe koncerny energetyczne w pierwszej kolejności byłyby zobowiązane do odbioru węgla krajowego, a dopiero potem - w sytuacji niedoboru surowca - mogły go importować. Od trzydziestu lat jest tak, że kiedy ceny węgla na światowych rynkach są wysokie, polskie spółki węglowe sprzedają go energetyce o wiele taniej, a kiedy na świecie jest tanio, to my mamy być jeszcze tańsi. Tak czy owak koszty zawsze ponosi górnictwo. Ostatnio nośnym tematem stała się kwestia przyszłorocznego dokapitalizowania górnictwa kwotą 7 mld zł. Wszyscy zapomnieli, że w umowie społecznej regulującej zasady transformacji górnictwa do roku 2049 oraz w obowiązującej ustawie przewidziano okresy, w których górnictwo będzie potrzebowało wsparcia finansowego ze strony państwa i takie, w których tego wsparcia potrzebowało nie będzie. Żeby nie być gołosłownym, chciałbym się oprzeć na konkretnych danych. W 2022 r., po nałożeniu embarga na węgiel z Rosji, ceny węgla wzrosły bardzo mocno i kształtowały się na poziomie ponad 200 dolarów za tonę, dochodząc momentami do 300 dolarów za tonę. W tym czasie polskie spółki węglowe sprzedawały węgiel energetyce, zgodnie z umowami, po 70 dolarów za tonę. Policzmy. Różnica w złotówkach pomiędzy ceną, w jakiej sprzedawaliśmy węgiel spółkom energetycznym a ceną referencyjną węgla na świecie wyznaczaną przez indeks ARA [Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia - przyp. red. SG], wyniosła mniej więcej 1000 zł na każdej tonie. Polska Grupa Górnicza sprzedała energetyce ponad 14 mln t węgla. Przemnóżmy obydwie liczby i wtedy stanie się jasne, że gdybyśmy sprzedawali wtedy węgiel po cenach rynkowych, nasz przychód zwiększyłby się o 14 mld zł. Nie zarobiliśmy 14 mld zł, bo ceny zostały zamrożone, dzięki czemu energia w Polsce nie zdrożała aż tak, jak w Europie Zachodniej. Te 14 mld zł zostało w spółkach energetycznych i w budżecie państwa. Poza tym mówimy tu wyłącznie o Polskiej Grupie Górniczej. Gdyby do tego doliczyć inne spółki węglowe, kwota ta z pewnością by wzrosła. Wracając do umowy społecznej i ustawy, zgodnie z tymi dokumentami, w roku 2022 Polska Grupa Górnicza miała zapisane do wykorzystania 4 mld zł dokapitalizowania, z czego wykorzystała 1,4 mld zł. W budżecie na rok 2023 dla PGG przewidziano 4,5 mld zł do wykorzystania - nie wykorzystano jednak ani grosza. Sumując wszystkie te kwoty, otrzymujemy kwotę 21 mld zł, które pozostały w spółkach energetycznych i budżecie państwa, bo PGG ich nie wykorzystała albo nie zarobiła tyle, ile mogła zarobić, gdyby sprzedawała węgiel branży energetycznej po cenach rynkowych. Nie rozumiem, dlaczego dzisiaj niektórzy są zdziwieni i zaskoczeni, kiedy się dowiadują, że w roku 2024 trzeba będzie dokapitalizować PGG kwotą 5,5 mld zł. Ceny węgla spadły, mamy za dużo węgla na rynku, bo rok temu sprowadzono go bardzo dużo, do tego państwowe spółki energetyczne nie chcą w pełni kontraktować węgla z polskich kopalń - wszystko to sprawia, że wsparcie budżetowe dla Polskiej Grupy Górniczej jest niezbędne. A może w przyszłym roku ceny węgla wzrosną? Może energetyka zgłosi większe zapotrzebowanie na surowiec? Wtedy kwota dokapitalizowania mogłaby być mniejsza. W dobie zdestabilizowanego świata i zdestabilizowanych rynków nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Popatrzmy na to też z innej strony. Energetyka dostała dopłaty z budżetu, bo zamroziła ceny prądu i ich nie podwyższała. Firmom PGE Paliwa i Węglokoks Energia, które sprowadziły wspomniane przeze mnie wcześniej 15 mln t węgla, zrekompensowano różnicę pomiędzy ceną zakupu węgla za granicą a ceną, w jakiej ten węgiel był sprzedawany w Polsce. Również Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo otrzymało wsparcie budżetowe liczone w miliardach, byleby tylko ceny gazu pozostały na znośnym poziomie. Jedynie górnictwo węglowe zostało pominięte, choć to dzięki naszej branży energetyka miała dostęp do tańszego węgla, a Polacy - do tańszego prądu.

SG: - Co ze wspomnianą już tutaj umową społeczną i zawartymi w niej postanowieniami? Jak KSGWK NSZZ "Solidarność" ocenia proces realizacji umowy?

BH: - Jeśli chodzi o umowę społeczną regulującą zasady transformacji górnictwa węglowego w Polsce, wszyscy wiemy, że jest to dokument niezwykle ważny, bo od postanowień w nim zawartych zależy, jak będzie przebiegał proces wygaszania kopalń do roku 2049. Czekamy na jego notyfikację w Komisji Europejskiej. Czekamy też na nowy rząd - bo dotychczasowy układ polityczny najprawdopodobniej się nie utrzyma - i na podejście polityków do kwestii związanych z górnictwem. Przed wyborami z ust polityków padały deklaracje, że uda im się notyfikować umowę w dwa dni czy w tydzień, ale traktowałbym te kampanijne zapowiedzi z dużym dystansem. Oczekujemy konkretnych rozmów, bo nie mamy innego wyjścia - ta umowa musi być notyfikowana, jeśli chcemy, by polskie kopalnie wydobywające węgiel energetyczny fedrowały do 2049 r., a pracownicy mieli pewność, że dopracują do emerytury. Kryzys energetyczny roku 2022 unaocznił nam, jak ważne jest posiadanie własnych źródeł energii, własnych surowców. I tutaj znów mogę przytoczyć wymowne kwoty. Gdybyśmy chcieli wtedy cały węgiel sprowadzić z zagranicy, zapłacilibyśmy jako kraj około 60 mld zł. Gdybyśmy się chcieli ogrzewać gazem z importu, musielibyśmy zapłacić 200 mld zł. Dzięki temu, że mamy polski węgiel, zapłaciliśmy niecałe 20 mld zł. Wolałbym, oczywiście, żeby nasze kopalnie funkcjonowały dłużej niż do roku 2049. Niestety, Unia Europejska obrała kurs na całkowitą dekarbonizację kontynentu, co znacznie utrudnia tworzenie jakichkolwiek długofalowych strategii rozwoju sektora wydobywczego. Poza tym, jeśli polskie górnictwo ma przetrwać do 2049 r., muszą powstać przewidziane w umowie społecznej inwestycje. Jako strona społeczna będziemy pilnować, by zostały one zrealizowane.

SG: - Wśród tematów, które w roku 2023 elektryzowały środowisko górnicze, była kwestia rozporządzenia metanowego Unii Europejskiej. Czy nowe unijne prawo na obecnym etapie procedowania wciąż zagraża polskim kopalniom?

BH: - Dzięki staraniom NSZZ "Solidarność", Związku Zawodowego Górników w Polsce i "Kadry", a przede wszystkim przewodniczącego śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" Dominika Kolorza, udało nam się zaangażować śląskich europosłów i doprowadzić do zmian w rozporządzeniu metanowym Unii Europejskiej. Limit emisji metanu ma wynieść 5 t na 1000 t węgla wydobytego przez operatora (spółkę węglową), a nie - jak proponowano wcześniej - kopalnię. Takie rozwiązanie da większe pole manewru polskim przedsiębiorstwom górniczym, które dysponują zakładami o różnym stopniu metanowości. W tym miejscu warto zaznaczyć, że wcześniej Bruksela chciała ograniczenia emisji metanu do 0,5 t na 1000 t wydobytego węgla, choć nikomu na świecie nie udało się jeszcze wynaleźć technologii pozwalającej na tak skuteczne wyłapywanie tego gazu. W wyniku negocjacji kary za nadmierną emisję metanu zastąpiono opłatami, które będą wracać do spółek węglowych jako środki na budowę instalacji odmetanowania. Myślę, że po zakończeniu tak zwanego trilogu z udziałem przedstawicieli Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, europarlamentarzyści finalnie zaakceptują treść rozporządzenia w wynegocjowanym, korzystnym dla nas kształcie. Do rozstrzygnięcia pozostała jeszcze kwestia kopalń wydobywających węgiel koksowy, które emitują znacznie więcej metanu niż kopalnie węgla energetycznego. Mamy czas na rozmowy do roku 2030, ale już teraz chcemy naciskać na polskich europosłów, by ci zainteresowali się tematem i podjęli odpowiednie działania, tak żeby kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej, największego producenta węgla koksowego w Unii Europejskiej, mogły spokojnie funkcjonować.

SG: - Dziękujemy za rozmowę.

BH: - Ja również dziękuję. Na koniec chciałbym złożyć życzenia barbórkowe wszystkim pracownikom sektora wydobywczego, jednak nie sposób zapomnieć o tym, co sprawiło, że tegoroczną Barbórkę przyszło nam świętować w żałobie. Pięciu naszych kolegów - z KWK "Staszic-Wujek" i ZG "Sobieski" - zginęło, odeszło na "wieczną szychtę". Wspominamy wszystkich 15 pracowników przemysłu wydobywczego, którzy opuścili nas od początku roku, wypełniając swoje obowiązki służbowe. W imieniu Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ "Solidarność" składam szczere kondolencje ich rodzinom i najbliższym. Braci górniczej natomiast życzę błogosławieństwa Bożego, opieki świętej Barbary, tylu wyjazdów na powierzchnię, ilu zjazdów na dół i bezpiecznej pracy. Szczęść Boże!

 

rozmawiał: MJ